britcar.com.pl - - Oczywiście, że tak! Jest cudowny.

- Oczywiście, że tak! Jest cudowny.

Archive Contact

Debs A Wikipédiából, a szabad enciklopédiából Ugrás a navigációhoz Ugrás a kereséshez A Wikipédiában még nincs pontosan ilyen című szócikk. Készíts Debs című szócikket! Ha pár perce készítetted el ezt a lapot, de még üresnek látszik, ne ijedj meg! A tartalom nem veszett el. Az adatbázisok frissítése miatt lehetséges némi késleltetés, ezért várj 30–60 másodpercet, mielőtt újra megpróbálod a lapot létrehozni! Keress „Debs” szövegre más szócikkekben. Ha régebben készítettél ilyen című szócikket, akkor azt valószínűleg töröltük. További információt a törlési naplóban találhatsz. Nézd meg a „Debs” jelentését a Wikiszótár testvérprojektünkben! A lap eredeti címe: „Debs”


Aeternam nauseam-ad morum fortiori Aspirat intelligam-Credo annos-Ad http://www.majorum.wlochy-czytamy.com.pl
lubuskieopolskieopolskie
lubelskiezachodniopomorskielubuskiepodkarpackiewarminskomazurskie
panda
orka
topor
topor
pieczywo
majka
orka
bamboo
palma
pilka
penguin
siata
ciasteczko
T L R
- W porządku - zgodziła się drwiąco Ella. - Niech ci się przyśnią włoscy dranie,
- A niech cię... Cholera, nie dajesz mi zbyt wiele czasu.
- Robiłam właśnie coś ważnego - powiedziała sztywno. - A wzywanie mnie tutaj
W kościele było wyjątkowo dużo ludzi. Wątpię, czy to perspektywa kazania Hawesa ściągnęła tylu wiernych. Kazania Hawesa są zwykle nudne i dogmatyczne. A gdyby rozeszła się wieść, że kazanie zamiast niego wygłoszę ja, nowina ta również nie przyciągnęłaby parafian. Moje kazania bowiem są zwykle nudne i oschle, bo nie mogę, niestety, uskarżać się na nadmiar żarliwości. Doszedłem tedy do wniosku, że wszyscy przyszli zobaczyć, kto jeszcze jest w kościele i ewentualnie poplotkować trochę po nabożeństwie. Między innymi obecny byt Haydock — rzecz niezwykła — i Lawrence Redding. Ku swojemu zdziwieniu, dostrzegłem obok Reddinga bladą, ściągniętą twarz Hawesa. Była również Anna Protheroe, ale ona zwykle przychodzi w niedzielę na .wieczorne nabożeństwo, chociaż tego dnia jej się nie spodziewałem. Ale znacznie bardziej zdziwił mnie widok Letycji. W domu pułkownika Protheroe obowiązywało uczęszczanie do kościoła w niedzielę rano — pułkownik był w tym względzie nieugięty — ale nigdy jeszcze nie widziałem Letycji w kościele wieczorem. Nie potrzebuję nadmieniać, że pani Ridley, panna Hartnell, panna Wetherby i panna Marple stawiły się w pełnym składzie. Wszyscy zresztą mieszkańcy miasteczka byli obecni bez żadnego chyba wyjątku. Nie przypominam sobie tak zapełnionego kościoła. Tłum to dziwne zjawisko. W kościele panowała tego wieczora magnetyczna atmosfera i pierwszą osobą, która odczuła działanie tego magnetyzmu, byłem ja sam. Zazwyczaj opracowuję kazania z góry. Opracowuję je starannie i sumiennie, ale nikt lepiej ode mnie nie zdaje sobie sprawy z ich braków. Tego wieczora musiałem silą rzeczy improwizować i gdy spojrzałem na morze głów, ogarnęło mnie naraz jakieś przedziwne szaleństwo. Miałem przed sobą widownię i chciałem tę widownię poruszyć, powiem więcej — czułem, że jest to w mojej mocy. Nie jestem dumny z tego, co zrobiłem tego wieczora. Jestem stanowczym przeciwnikiem sekciarskich, emocjonalnych kazań. A jednak tego wieczora grałem rolę nawiedzonego. szalejącego kaznodziei. Podałem wolno tekst ewangelii. Bom nie przyszedł wzywać sprawiedliwych, a grzesznych do pokuty. Powtórzyłem te słowa dwa razy i usłyszałem własny głos, dźwięczny, donośny, zgoła niepodobny do głosu zwykłego, codziennego Leonarda Clementa. Zauważyłem, że Gryzelda siedząca w pierwszej ławce podniosła ze zdziwieniem oczy. a Dennis poszedł za jej przykładem. Wstrzymałem na chwilę oddech, a potem dałem upust wymowie, Ludzie zgromadzeni w kościele znajdowali się w stanie napięcia emocjonalnego, byli jak klawiatura, na której można grać. Zagrałem na tej klawiaturze. Wprawiłem się w jakieś niezwykłe, nerwowe podniecenie. Nawoływałem grzeszników do skruchy. Raz po raz wyciągałem oskarżającą rękę i powtarzałem groźne zdanie: — Do was mówię… I za każdym razem z różnych stron kościoła rozlegały się głębokie, przerażone westchnienia. Zbiorowe wzruszenie jest rzeczą dziwną i przerażającą. Zakończyłem owymi pięknymi i przejmującymi słowami — może najbardziej przejmującymi w całej Biblii: Zali wiesz, czy tej nocy Bóg nie zażąda od Ciebie duszy… Dziwne to opętanie nie trwało długo. Kiedy wróciłem na plebanię, byłem znów normalnym sobą, niepozornym, nie odznaczającym się niczym szczególnym. Gryzelda wyglądała blado. Wsunęła mi rękę pod ramię. — Len — powiedziała — byłeś dzisiaj wprost groźny. Nie… nie podobało mi się to. Nigdy jeszcze nie słyszałam, żebyś w ten sposób wygłaszał kazanie… — I pewnie nigdy więcej nie usłyszysz — powiedziałem, opadając na kanapę. Czułem wielkie zmęczenie. — Co cię do tego skłoniło?
cytatu, tak się zagłębiłem w lekturze Rzeczywistości biskupa Shirley, że niewiele napisałem. A co ty dzisiaj robisz, Gryzeldo? — Spełniam swój obowiązek — oznajmiła Gryzelda — obowiązek pani pastorowej. Herbatka i ploty o pół do piątej. — Kto będzie? Gryzelda ze świątobliwą miną zaczęła wyliczać na palcach. — Pani Ridley, panna Wetherby. panna Hartnell i ta okropna panna Marple. — Ja lubię pannę Marple — powiedziałem. — Ma przynajmniej poczucie humoru. — To największa plotkarka w miasteczku — stwierdziła Gryzelda. — Przy tym zawsze wie o wszystkim, co się dzieje, i wyciąga z każdego zdarzenia jak najgorsze wnioski. Gryzelda, jak już wspomniałem, jest znacznie młodsza ode mnie. W moim wieku wie się już, że najgorsze wnioski zwykle są słuszne. — No, mnie się w każdym razie nie spodziewaj na podwieczorku, Gryzeldo — oświadczył Dennis. — Wstrętne zwierzę! — Zgoda, ale państwo Protheroe rzeczywiście zaprosili mnie dziś na tenisa. — Wstrętne zwierze! — powtórzyła Gryzelda. Dennis wycofał się przezornie, Gryzelda zaś i ja poszliśmy razem do mojego gabinetu. — Ciekawa jestem, kogo się będzie obrabiało przy herbacie — powiedziała Gryzelda, sadowiąc się na moim biurku. — Pewnie doktora Stone’a, pannę Cram i może panią Lestrange. Nawiasem mówiąc, wstąpiłam do niej wczoraj, ale nie było jej w domu. Tak, jestem pewna, że będzie mowa o pani Lestrange. Tajemnicza historia, prawda? Przyjechała tak niespodziewanie, wynajęła tutaj dom i nigdy prawie z niego nie wychodzi. Coś jak: „Kim była owa tajemnicza kobieta o pięknej, bladej twarzy? Jakie były jej dzieje? Nikt tego nie wiedział. Miała w sobie coś złowieszczego”. Mam wrażenie, że doktor Haydock coś niecoś o niej wie. — Czytasz za dużo powieści kryminalnych, Gryzeldo — zauważyłem delikatnie. — A ty? — odparowała cios. — Któregoś dnia. kiedyś ty siedział tutaj i pisał kazanie, szukałam wszędzie Plamy na schodach. A kiedy wreszcie przyszłam tu zapytać, czyś jej nie widział, co zastałam? Przyznaję, że się zaczerwieniłem. — Wziąłem ją od niechcenia do ręki. Jakieś przypadkowe zdanie mnie zainteresowało i… — Znam te przypadkowe zdania — odparła Gryzelda. Zacytowała z naciskiem: — „A wówczas stała się rzecz bardzo dziwna — Gryzelda wstała, przeszła przez pokój i ucałowała czule swojego starego męża”. Wprowadziła te słowa w czyn. — Takie to bardzo dziwne? — spytałem. — Oczywiście. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, Len, że mogłam wyjść za ministra, za baroneta, za bogatego przemysłowca, za trzech poruczników i jednego nicponia o znakomitych manierach, a zamiast tego wybrałam ciebie? Czy cię to nie zdumiewa? — W swoim czasie zdumiewało mnie bardzo — odrzekłem. — Zastanawiałem się często, czym się kierowałaś. Gryzelda roześmiała się. — Bo mi to dawało poczucie własnej potęgi — szepnęła. — Tamci uważali mnie za ósmy cud świata, więc oczywiście cieszyliby się bardzo, gdyby mogli mnie zdobyć. Ale dla ciebie jestem uosobieniem wszystkiego, czego najbardziej nie lubisz i nie pochwalasz, a przecież nie mogłeś mi się oprzeć! Pochlebiało to niesłychanie mojej próżności. O ileż przyjemniej jest być czyimś potajemnym i rozkosznym grzechem, aniżeli zdobyczą, którą ktoś się szczyci! Wprawiam cię nieustannie w zakłopotanie, drażnię cię bez przerwy, a jednak szalejesz za mną. Bo szalejesz za mną, prawda? — Oczywiście, jestem do ciebie bardzo przywiązany, moja droga.
Spróbowała skupić się na czekającym ich spotkaniu. Pewna była, że nie uda
Nie miał wstydu ani poczucia przyzwoitości! Szkoda, że nie pamiętał, jak tamtego
102
— Panna Cram przyszła więc tutaj, żeby się dokładnie o wszystkim dowiedzieć — powiedziała Gryzelda. Obawiałem się. że te szczere słowa mogą dotknąć naszego gościa, złotowłosa panna jednak odrzuciła tylko głowę w tył i wybuchnęła głośnym śmiechem, pokazując przy tym wszystkie zęby. — A to dobre! Pani ma bystre oko, co? Ale to chyba rzecz naturalna, sama pani przyzna, że się chce poznać szczegóły takiej sprawy? Poza tym bardzo chętnie będę pomagała przy tych skautkach i zrobię wszystko, co mi pani każe. Bo ja już tu od dawna umieram z nudów, słowo daje. Co prawda mam doskonalą posadę, dobrze płatną, a doktor Stone jest prawdziwym dżentelmenem, ale młodej dziewczynie potrzeba trochę rozrywki poza godzinami biurowymi, a z wyjątkiem pani, z kim tu można porozmawiać? Same stare jędze! — Jest przecież Letycja Protheroe — zauważyłem. Gladys Cram podniosła dumnie głowę. — Za wysokie progi na moje nogi. Ona wyobraża sobie, że jest arystokratką i nie zniży się do dziewczyny, która musi zarabiać na życie. Wprawdzie słyszałam, jak sama mówiła o tym. że ma zamiar postarać się o jakąś pracę. Ale kto ją weźmie, chciałabym wiedzieć? Wylano by ją najdalej po tygodniu. Chyba że poszłaby do jakiegoś magazynu na modelkę — tylko kręcić się w pięknych sukniach. Przypuszczam, że to by potrafiła. — Byłaby doskonalą modelką — powiedziała Gryzelda. — Ma piękną figurę. — Gryzelda nie ma w sobie nic z jędzy. — A kiedy mówiła, że chce poszukać pracy? Panna Cram stropiła się na chwilę, ale zaraz odzyskała kontenans. — To już będzie plotka, prawda? — spytała. — Ale ona naprawdę tak mówiła. Przypuszczam, że w domu jest jej nie najlepiej. Żeby mnie kto kazał mieszkać z macochą, zwiałabym od razu. — O, pani jest taka ambitna i samodzielna — rzekła Gryzelda z powagą, ale ja spojrzałem na nią podejrzliwie. Ale pannie Cram słowa te wyraźnie pochlebiły. — Racja, taka już jestem. Ze mną można coś zrobić tylko dobrocią. Nawet wróżka mi to samo niedawno mówiła. O, ja bym się nie dała tyranizować. Doktorowi Stone’owi też od razu zapowiedziałam, że muszę mieć regularnie wolne dni. Ci naukowcy uważają sekretarkę za coś w rodzaju maszyny: zazwyczaj nie pamiętają wcale o jej istnieniu. — Czy dobrze się pani pracuje z doktorem Stone’em? Jeżeli interesuje się pani archeologią, praca musi być bardzo ciekawa. — Prawdę mówiąc, niewiele się na tym znam — wyznała dziewczyna. — Wciąż mi się wydaje, że wykopywanie umrzyków, którzy nie żyją od setek lat, ma w sobie coś… no, coś wścibskiego. Ale doktor Stone tak jest tym pochłonięty, że gdyby nie ja, przeważnie zapominałby o posiłkach. — Czy dziś też jest tam przy kopcu? — spytała Gryzelda. Panna Cram potrząsnęła przecząco głową. — Jakoś jest dzisiaj nie w sosie — wyjaśniła. — Nie może nic robić. Dlatego mała Gladys ma dziś wolne. — Jest chory? To przykre — odezwałem się. — O, to nic poważnego. Proszę się nie obawiać, nie będzie drugiego śmiertelnego wypadku. Ale ksiądz proboszcz podobno spędził cały ranek w towarzystwie panów z policji. Proszę mi opowiedzieć, co oni o tym wszystkim sądzą. — Cóż — powiedziałem wolno — nie wszystko jest jeszcze… wyjaśnione… — Ach! — zawołała panna Cram. — Więc koniec końców nie sądzą, że mordercą jest pan Lawrence Redding! Przystojny mężczyzna! Zupełnie jak gwiazdor filmowy. I tak się ślicznie uśmiecha, kiedy się kłania na ulicy. Doprawdy nie wierzyłam własnym uszom, kiedy się dowiedziałam, że go aresztowano. No, ale wiadomo, co jest warta prowincjonalna policja. — W tym wypadku trudno winić policję — zaoponowałem — bo pan Redding sam się oddał jej w ręce.
z pamięci to, że ją zdradził, mógł poradzić sobie z poczuciem winy. Nie był
- Przyniosę ci.
Uznała, że jeśli tamta kobieta jest rzeczywiście kochanką Sandra, to ma pełne
Kiedy pół godziny później Melissa zastukała do drzwi, Cally przywitała ją w
panda hektor talerz bamboo granat
zachodniopomorskielubuskiepomorskiezachodniopomorskie
slaskiezachodniopomorskieopolskie
kujawskopomorskiepodlaskiemazowieckiemazowieckieslaskie
topor
tomylee
pieczywo
granat
hektor
panda
koala
motor
lapma
pilka
warminskomazurskieslaskiepodkarpackiewielkopolskiepodkarpackiewielkopolskie
- Dla mnie zawsze będziesz Serafiną. - Delikatnie wycierał jej twarz puchatym
gładkie policzki”.
imponującym rozmiarami i wystrojem gabinecie? Czy jego dom musi przypominać ksiąŜęcą
ulgą. Poczuła charakterystyczny zapach wody po goleniu, który zawsze kojarzyła z Khaledem.
ROZDZIAŁ PIĄTY
T L R
pszenicy za żywopłotem. Było parno, najwyraźniej zanosiło się na burzę. Z tarasu słabo
samego ekskluzywnego klubu. Z każdym rokiem jest nas coraz mniej - wytłumaczyła ze
wciąż tych samych tematów.
- Normalny - odparł Khaled ostro. - Chcesz do śmierci żyć w celibacie? Po tym, co
gdyby pozwolił Dawn odejść.
Dawn znów spadała, ale tym razem ciałem i duszą lpgrnzęyła do Bryce’a. Kaskada doznań był a o
Valente zacisnął szczęki. Zorientowała się, że palnęła głupstwo.
Odziedziczył Hales Transport po swoim ojcu. Dotąd nie musiał się martwić o pieniądze.
motor
talerz
orka
likier
topor
pudelek
ciasteczko
ciasteczko
hektor
hektor
robert
likier
tomylee
tomylee
robert
pieczywo
palma
hektor
granat
palma
koala
motor
penguin
orka
robert tomylee kungfu panda pudelek